12 wrz 2009

ulotne wakacyjne chwile :-))




Posted by Picasa

dotknąć skał...




Posted by Picasa

" Taki tam spokój...na gór zbocza
światła się zlewa mgła przezrocza,
na senną zieleń gór...
O ścianie nagiej, szarej , stromej,
spiętrzone wkoło skał rozłomy
w świetlistych zasnęły mgłach...
Patrzę ze szczytu w dół:
pode mną przepaść rozwarła
paszczę ciemną - patrzę z dolinę, w dal
i jakaś dziwna mię pochwyca
bez brzegu i bez dna tęsknica,
niewysłowiony żal. "
K.P Tetmajer

"Skądkolwiek wieje wiatr, zawsze ma zapach TATR" !

Posted by Picasa

"... I do tych skał się zwróć,
ku stawom, halom gnaj,
i pozdrów mi po tysiąckroć
mój cały górski kraj..."
K.P. Tetmajer

...i gnałyśmy we trzy, spragnione widoku naszych kochanych Tatr, co sił , z bijącym sercem i nieopisaną tęsknotą za górskim szlakiem wśród skał! Miałyśmy śmiałe plany na najwyższe szczyty Słowackich Tatr, potrzebny sprzęt i budziki , które niemiłosiernie wyrywały nas ze snu o 5 rano..., i cóż, nic nie zapowiadało sromotnego pecha, który towarzyszył naszej "wyprawie " przez cały tydzień.
A rozpoczęło się tak niewinnie, w pierwszym dniu, kiedy to w drodze do Haty Teryho, odpadła mi podeszwa od buta, nie wiedzieć dlaczego??!! Wcześniej nic nie wskazywało na to ,że mogą być z nią jakieś problemy, mimo iż butki były już wysłużone! Połowę trasy do schroniska szłam już prawie w samej skarpecie i byłam potwornie poirytowana (delikatnie mówiąc)!!Ten incydent pokrzyżował nasze plany zdobycia LODOWEJ PRZEŁĘCZY; zdrowy rozsądek nie kazał mi iść dalej z powodów oczywistych, a moje drogie przyjaciółki nie zostawiły mnie samej...mimo,że nalegałam...jeden za wszystkich -wszyscy za jednego... !
Następne dni upływały nam na czekaniu na lepszą pogodę. Deszcz lał, mgła schodziła w doliny, powyżej 1500 mnpm nie było nic widać. Nie udało nam się wejść na POLSKI GRZEBIEŃ i MAŁĄ WYSOKĄ, niebezpiecznie było też pokusić się o RYSY czy KRYWAŃ. No cóż, i tak byłyśmy szczęśliwe,że mogłyśmy tam po prostu BYĆ!!
Myślałyśmy ,że już nic gorszego podczas naszego wyjazdu nie może nas spotkać, a jednak. Podczas zejścia z KOPROWEGO szczytu, Agnieszka przewróciła się i złamała rękę. Notabene, to jedyny szczyt, na który udało nam się wejść mimo deszczu, zimna ( na szczycie ok 5-7 stp.) i prawie zerowej widoczności - tym większa nasza radość. Fatalna sprawa - cierpienie Agi, stres o jej zdrowie, szpital w Zakopanem i gips z obciążeniem -ufff, tego było już za wiele!
Ostatni dzień Aga spędziła na odpoczynku, a Asia i ja podreptałyśmy w górki, chciałyśmy jeszcze zobaczyć, poczuć i dotknąć te niedostępne dla nas w tym roku Tatry. Widok z PRZEŁĘCZY POD OSTRAWĄ był cudowny, nie mogłyśmy zebrać się do powrotu, chłonęłyśmy to piękno, które nas otaczało!
Mimo wszystko nie chciałyśmy stąd odjeżdżać...ale cóż , takie życie. Wszystko dzieje się po coś, a my mamy nadzieję, że za rok tu wrócimy i spróbujemy z pokorą ponownie stanąć na szlaku!
Pozdrawiam Was, moje drogie PRZYJACIÓŁKI GÓR!!

" Ważne nie , to czego dotknąłeś,
ale to , co czułeś, dotykając."

11 wrz 2009

z pokładu POL 29475...cd

Ale się zapuściłam, ekstremalny lipiec wraz z maratonem żeglarskim już dawno za nami a ja dopiero teraz uzupełniam braki w sprawozdaniu… nie dobrze, oj nie dobrze :-( Zaprzysięgłam więc sobie ,że już więcej nie dopuszczę do takiego stanu rzeczy i postaram się pisać na bieżąco.
Dopłynęliśmy szczęśliwie do portu, po wyczerpujących zmaganiach w Pucharze Europy, które kończyły cykl naszych dużych imprez na Kiekrzu . I cóż by tu dodać? Wynik sportowy pozostawia pewien niedosyt, bo trudno określić czy 10 miejsce to sukces czy porażka?! Rewelacyjnie pływający Belgowie byli „nie do wyjechania” (jak mówią żeglarze…)! Musimy się jeszcze wiele nauczyć, żeby ścigać się z najlepszymi załogami Europy. Ale niesłychanie cieszy nas pierwszy wyścig, który zakończyliśmy na 3 miejscu i kto wie, co by było, gdyby całe regaty odbyły się przy naszej „dwójeczce” (2 w skali Bft)… no cóż… trzeba nam zdecydowanie szukać dobrego ustawienia łódki na silne wiatry!!
Mamy nadzieję ,że może w przyszłym sezonie, z nowymi żaglami i entuzjazmem sięgniemy po nowe wyzwania.
A’prpos … SZUKAMY SPONSORA :-)))





„Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki.”
Paul Michael Zulehner




25 lip 2009

z pokładu POL 29475...

z naszymi przyjaciółmi ze SNIPE TEAM MEWA! Sylwią i Szymonem :-)

dekoracja medalistów Mistrzostw Polski 2009

Mistrzostwa Poznania 2009

I od czego by tu zacząć...?? Maraton żeglarski powoli za nami, jeszcze tylko jeden wyścig w Pucharze Europy i kolejny intensywny miesiąc przejdzie do historii.

A wszystko rozpoczęło się od Mistrzostw Poznania (11-12.07), gdzie niespodziewanie wypłyneliśmy na szerokie wody Kiekrza, wygrywając niedzielne biegi i całe regaty. To było niesamowicie budujące doświadczenie!! Uwierzyliśmy ,że po kiepskim początku sezonu, możemy dobrze popłynąć w ważnej imprezie! I tak się stało. Tydzień później, PORSCHE OPEN (18-19.07) również zakończyło się dla nas miłą niespodzianką w postaci III miejsca . Odetchnęliśmy z ulgą, znaleźliśmy w końcu optymalne ustawienie naszej SŁONKI i teraz mogliśmy się już ścigać z czołówką...nareszcie!! :-))

Wreszcie nastał długo oczekiwany dzień 20.07 i rozpoczęcie Mistrzostw Polski i Primavera Polish Open. Emocje sięgały zenitu. To nasza najważniejsza impreza w roku i każdy chce popłynąć jak najlepiej. Pierwszy dzień regat obfitował w silny wiatr, co nie wróżyło nam zbyt dobrze, ze względu na naszą wagę, ale walczyliśmy bardzo dzielnie zostawiając na pokładzie tylko stopy (! - wtajemniczenie wiedzą o co chodzi...:-) Po trzech wyczerpujących wyścigach zajmowaliśmy dopiero 10 miejsce i wydawało sie, że pewnie niewiele da się zrobić. Wtorek przywitał nas już lżejszym wiatrem i powiało optymizmem. Teraz dopiero nasza Słonka rozwinęła skrzydełka i pofrunęła... szczególnie na "pełnym"! Po sześciu wyścigach okazało się ,że możemy powalczyć o brąz Mistrzostw Polski !!! To była niesamowita okazja do spełnienia naszych żeglarskich marzeń, ale trzeba było o niego walczyć zaciekle z trzema załogami. Wszystko miało rozstrzygnąć się w ostatnim wyścigu!! Albo medal albo nic!!! Adrenalina wypełniła nasze ciała do ostatniej komóreczki, tym bardzie,że środowy wyścig odbywał się przy bardzo słabym wietrze, trzeba było umiejętnie wykorzystać najmniejsze szkwaliki aby płynąć... Walka do samego końca była niesamowicie zacięta i kosztował nas wiele sił,ale zakończyła się sukcesem!! Kiedy dopływaliśmy do mety, wiatr praktycznie ustał zupełnie i chyba siłą woli dopchnęliśmy łódke do jej linii. Kiedy sędzia odczytał numer na żaglu, myślałam ,że umrę z wysiłku psychicznego i ze szczęścia, że to już koniec i mamy MEDAL MISTRZOSTW POLSKI:-).
Jeszcze emocje nie opadły, a już minął jeden dzień odpoczynku i znowu ostra jazda na EUROPEAN CAP w międzynarodowym towarzystwie... ufffffff!!! Zmęczone ciało i głowa odmawiają już posłuszeństwa, ale trzeba walczyć do końca ...!!! Jak się zakończy ten żeglarski maraton??? dowiemy się w niedzielę...




14 lip 2009

spotkanie kuzynostwa :-)))...po latach!


VICTORIA, ADRIAN I SZYMEK
Kuzynostwo z krwi i serca.
Chłopcy nie widzieli się ok 5 lat i mimo ,że dorastają
z dala od siebie i w innych kulturach, świetnie się rozumieją. Uwielbiają zabawy klockami Lego, łowienie ryb i wszelkie gonitwy.
Niedawno dołaczyła do nas Victoria. Urodziła się w Chinach, ale na pytanie: skąd pochodzi - odpowiada, że z Polski :-)))! Jest absolutnie przeuroczą małą osóbką, która swoim uśmiechem i radością potrafi zawładnąć każdym sercem!!



Posted by Picasa

8 lip 2009

Niezapomniane chwile z nutką historii...


Kolejny zamkowy przystanek na mojej wakacyjnej drodze. Tym razem wybarłam inny zakątek Polski , ale jakże uroczy!! GOLUB - DOBRZYŃ i jego wspaniały XIII wieczny zamek. A wszystko za sprawą XXIII Wielkiego Turnieju Rycerskiego.
Jak co roku, zjechali do Golubia rycerze z różnych stron Polski
ze swoimi giermkami, byli waleczni woje i średniowieczne mieszczanstwo.
A wszystko działo się wedle pradawnych rycerskich zasad...

" Bogurodzica, dziewica, Bogiem sławiena Maryja!

U twego syna , Gospodzina, Matko zwolena , Maryja!

Zyszczy nam, spuści nam

Kirielejson ..."


Szymek był zafascynowany widokiem prawdziwych rycerzy na koniach... działa armatnie, miecze i niesamowicie ciężkie chełmy z kolczugami były prawdziwą gratką! :-)
Posted by Picasa